Kiedy byłam mała, leciała w radiu piosenka Maryli Rodowicz:
Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, ściskając w ręku kamień zielony, patrzeć jak wszystko zostaje w tyle…
Zastanawiałam się wtedy, jak to możliwe, żeby kamienie były zielone. Kamienie były szare, brązowe, czasem różowe, ale nie zielone! Nie miałąm pojęcia, że istnieją kamienie szlachetne i półszlachetne i wydawało mi się, że taki zielony kamień musi być niesłychanie magiczny :)
Dziś stałam na peronie, czekając na pociąg, i patrząc na dworcowe światła, rozjaśniające noc, obracałam w ręku agat mszysty. Zielony :) Poza tym w kieszeni był turkus i nefryt :) Ileż jest tych zielonych kamieni, które teraz znam, używam i mam :)
Ach, jakie to miłe, kiedy magiczne marzenie z dzieciństwa staje się rzeczywistością w dorosłym życiu :)

2 comments
Comments feed for this article
listopad 13, 2008 @ 7:22 pm
kra
O rany! To niesamowite z tym kamykiem zielonym. Od dziecinstwa zawsze wyobrazalam sobie, ze to jedno z takich oszlifowanych przez morze szkielek, wyrzuconych na plaze, zebym mogla je znalezc – a bardzo je lubie. Nigdy nie przyszlo mi do glowy, ze Maryla mialaby spiewac o czyms tak prozaicznym (no wiem, ze wcale nie tak prozaicznym, jakby sie zdawalo, ale w porownaniu do szalenie romantycznego szkla z morza, to jednak…) jak kawalek skaly.
… w sumie nie wiem co teraz myslec :). Ale smieje sie glosno!
listopad 14, 2008 @ 5:50 pm
ksiegaprzyjemnosci
Hihi :)