Księga Przyjemności ma trzy inspiracje.

Pierwsze z nich to “Księga do poduszki” (枕草子 Makura no Sōshi) , napisana około roku 1000 n.e. przez japońską damę, Sei Shōnagon. Sei Shōnagon była towarzyszką japońskiej cesarzowej, a jej księga zawierała wpisy zarówno dotyczące rzeczy przyjemnych (takich jak pisanie purpurowym tuszem na fioletowym safianowym pergaminie :)), jak i rzeczy nienawistnych (ordynarne krzyki wojskowych ćwiczących strzelanie pod oknami Sei Shōnagon). Pewne rzeczy nie zmieniają się nigdy, zmieniają się tylko dekoracje – to drugie przypomina mi to puszczanie na full przebojów disco-polo przez brygadę remontującą w wakacje pobliski dom. :P

Ze względów, o jakich piszę poniżej, uznałam, że “hateful things” nie są mi potrzebne – spisywanie wszystkich przykrych rzeczy i tak ich nie zmieni – adekwatne działanie i/lub czas mają na nie wpływ, natomiast zbytnie skupianie się na nich – nie bardzo.

Drugą inspiracją był film o Pollyannie, jaki obejrzałam w zeszłą Gwiazdkę, w pierwszy dzień świąt, razem z moim ojcem i ciotką. Film jest łzawym kiczem z lat pięćdziesiątych, ale sam pomysł, jaki miała na życie główna bohaterka, jest ciekawy. Pollyanna jest sierotą wziętą na wychowanie przez bogatą panią (co już samo w sobie jest wielkim fartem, zwłaszcza w XIX wieku), która zmienia ludzi dookoła siebie przez podkreślanie ich dobrych cech i znajdowanie dobrych stron w każdej sytuacji. Dziewczynka załamuje się na skutek poważnego wypadku i sama wątpi we własną metodę oswajania świata, jednak dzięki temu, co wniosła do życia innych, ci sami ludzie pomagają jej tak jak potrafią.

Podobny motyw zwątpienia we własne wartości pojawia się w “Czekoladzie” – czekoladowa czarodziejka Vivianne udaje się przełamać jej własny schemat polegający na popadaniu na przemian w słodki, lukrowany obrazek, a potem ucieczkę do kolejnych miast, gdy okazuje się, że pojawiają się te same problemy, co zwykle, poprzez wsparcie innych ludzi w momencie kryzysowym. Szczególną rolę odgrywa tu Josephine, która dzięki Vivianne wyrywa się z toksycznego małżeństwa i wraca ze świata martwych i obłąkanych do świata żywych. Taka działa karma – kiedy upadamy, zawsze pojawia się jakaś pomocna dłoń, której wcześniej my pomogliśmy wstać i otrzepać się z tego, co ją powaliło.

Szukanie dobrych stron w życiu – które przecież zawsze są, póki oddychamy, jest postawą biofilną, jakby to określił Erich Fromm. Według mnie tak jest, póki nie ignorujemy tego, co trzeba zmienić i naprawić, żeby bezpieczeństwo, zdrowie, komfort i szeroko rozumiane szczęście było rzeczywiste, a nie wmówione.

Mam uczulenie na techniki afirmacyjne, które polegają na tym, żeby wmawiać sobie, że jest się już teraz zdrowym, pięknym, w szczęśliwym związku i bogatym. Nie lubię robić idiotki z mojej podświadomości, i wolę afirmować to dobro, które JUŻ TU JEST. Wtedy dziwnym trafem to, co niezadowalające rozwiązuje się jakoś tak przy okazji :)

I tutaj przechodzę do trzeciej i najważniejszej inspiracji do tego bloga. Jest nią zasada IKE, czyli “Świat Jest taki, jaki myślisz, że jest”. Jest to jedna z siedmiu zasad Huny. Od czterech lat żywo interesuję się tym systemem pracy ze sobą, przede wszystkim ze względu na jego przyjemne, niekontrolujące i nieoceniające podejście. Mimo że tych zasad jest tylko siedem, to recepcja każdej zasady, kiedy patrzę wstecz, zajmuje mi około roku.

Na pierwszy ogień poszło “ALOHA”, czyli zrozumienie, że miłość to być szczęśliwą z…. Nie zależność, nie kontrola, nie cierpienie, ani wszystkie inne rzeczy, które można usłyszeć w piosenkach i filmach o tzw miłości. To chyba jedna z najważniejszych lekcji, jakie pobrałam w ciągu tego życia – miłość jest wtedy, kiedy czuję się z kimś szczęśliwa, a nie uwiązana i żyjąca w lęku, że stracę tego jednego jedynego. To bardzo uwalniające doświadczenie, pozwala z większym spokojem reagować na zachowanie innych ludzi i podejmować właściwe decyzje.

Następne było MANAWA, a wiec teraz jest moment mocy. Żyję tu i teraz – to, że pamiętam ponad 30 wcieleń nie zmienia tego, że najważniejsze jest TERAZ – czas jest aniołem, o ile właściwie się go wykorzystuje :) W ciągu 3 ostatnich lat napisałam kilkaset stron różnych tekstów i książek, narysowałam 22 Wielkie Arkana Mojego Tarota, założyłam firmę i sukcesywnie remontuję mieszkanie, jakie dostałam :) Jest do zrobienia tyle rzeczy, i to jest wspaniałe :)

Potem przyszło do mnie MANA – cała moc pochodzi z wnętrza. I tak jest. Światło pochodzi z wnętrza, które jest czymś więcej niż światłem – jest jego źródłem.

Na dzień dzisiejszy ważne jest dla mnie IKE, właśnie owo “świat jest taki, jaki myślisz, że jest”. Mam poczucie, że nie chodzi tu o głupie afirmacje i zakłamywanie siebie, a o wdzięczność – wdzięczność za to, co jest – i jest dobre. Moja zmarła przyjaciółka i siostra w celtyckich korzeniach, pisarka Krysia Kwiatkowska napisała “Kto się nie umie cieszyć kromką chleba, będzie wybrzydzał i na ostrygi”, i miała świętą rację. Wdzięczność za to, co się ma, otwiera drzwi temu, by pojawiło się więcej tego, co nas cieszy. Temu właśnie służy moja Księga Przyjemności, a ponieważ działa rewelacyjnie, wkrótce pewnie rozrośnie się w coś większego :)

Me ke Aloha,
J.J.

O mnie możesz sobie poczytać tutaj.