You are currently browsing the category archive for the 'magia' category.
Głóg :))

Mój 20 Tarot, Lovers Path :) Przezent, trafiony, zatopiony, ulubiony :)))
Przyszła dziś do mnie paczka z Ósemki i oto jestem szczęśliwą posiadaczką 19 talii Tarota. Marzyłam o Medieval Cats od 2 lat :)) Bardzo ciekawe połączenie motywów, jakie pojawiają się u Mantegni, w malarstwie średniowiecznym, w Tarocie Marsylskim. I bardzo fajne rozwiązanie zastosowane w małych Arkanach, które jednocześnie są formami geometrycznymi i obrazkowymi, jak w Tarocie Rider-Waite-Smith. I te piękne, ziemskie kolory, i koty :) Lubię spełniać swoje marzenia :)

Kupiłam sobie jeszcze bardzo dobre karty runiczne – kiedy je zobaczyłam, stwierdziłam, że mam ochotę wrócić do run. Są naprawdę pięknie wykonane :)
I jeszcze 2 prezenty :)
Himalaya, po raz drugi. Doskonały film, taka Czekolada w wersji tybetańskiej :)
Ha! :) Udało mi się dostać 2 bilety na wykład Dalajlamy, jaki będzie w Warszawie 11 grudnia :) Bardzo się cieszę, to były jedne z ostatnich – bilety rozeszły się w ciągu 20 minut – można je było odbierać od 8.00 rano, a o 8.20 już były rozdane :)
Było tyle pracy przez te ostatnie trzy dni, że 3 razy widziałam wschód słońca :)
Widok padającego śniegu, w świetle latarni.
Ryba rafy koralowej, jaką wylałam sobie z wosku na Andrzejki :)))
Jedna z postaci w “George and the Dragon” :))) Sam film poprawny, bez fajerwerków, ale da się oglądać :P
Bardzo przyjemny warsztat Huny, ze szkoły papy Henrego Auwae.
Kiedy byłam mała, leciała w radiu piosenka Maryli Rodowicz:
Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, ściskając w ręku kamień zielony, patrzeć jak wszystko zostaje w tyle…
Zastanawiałam się wtedy, jak to możliwe, żeby kamienie były zielone. Kamienie były szare, brązowe, czasem różowe, ale nie zielone! Nie miałąm pojęcia, że istnieją kamienie szlachetne i półszlachetne i wydawało mi się, że taki zielony kamień musi być niesłychanie magiczny :)
Dziś stałam na peronie, czekając na pociąg, i patrząc na dworcowe światła, rozjaśniające noc, obracałam w ręku agat mszysty. Zielony :) Poza tym w kieszeni był turkus i nefryt :) Ileż jest tych zielonych kamieni, które teraz znam, używam i mam :)
Ach, jakie to miłe, kiedy magiczne marzenie z dzieciństwa staje się rzeczywistością w dorosłym życiu :)
Stawianie kart przyjaciółce i wielki ubaw z tego, co wychodzi :)))
Pyszne kanapki serowo-pomidorowe, na baaardzo ciekawej ciemnopieczywowej bagietce + jajka na twardo.
Ogólnie sprawy siódmodomowe :))
Po bardzo stresującym dniu oblewanie farta, ogromna ilość piwa jak na moją głowę (3 redsy) + Constantine na dobranoc :) Aaa, i sałatka jarzynowa cudzej produkcji, z oliwkami :)))
Rewelacyjne działanie Słońca na Uranie w XII domu :)))
5 Element :) To świetny film, mogę go oglądać i 2 razy pod rząd. Scena, kiedy Leeloo wpada do taksówki Corbena, jest klasycznym początkiem romantycznej znajomości damsko-męskiej ;) Ona opowiada coś ważnego, a on nic nie rozumie poza “BUM”, ale jest absolutnie zachwycony :P Dla panów istotną wskazówką jest to, że wprawdzoe Leeloo rozwala mu samochód w drobny mak :PPP, ale za to ileż on w generalnym rozliczeniu zyskuje dzięki tej znajomości :)*(:
Scena, kiedy Cień rozmawia z Zorgiem, aż temu wypływa krew z trzeciego oka – kapitalna.
Scena, kiedy Corben “negocjuje” z szefem Mangalorów w punkcie dowodzenia luksusowego hotelu kosmicznego :P :P :P :D
W ogóle wszystkie strzelanki są takie, jak trzeba :DDD
Wspaniały pomysł z żywiołami.
To jeden z nielicznych filmów, gdzie tzw. obcy, czyli inne rasy kosmiczne nie są tylko dobre albo tylko złe, są takie i takie.
Protect Life, ten kawałek mnie rozkłada na części pierwsze i składa z powrotem :)
Cały film jest boski, piękny przekaz :)
Właśnie się zorientowałam, że Dominik Bretodeau z Amelii (ten od pudełka ze skarbami z dzieciństwa) mieszka na ulicy Mouffetard, a tam właśnie mieszka czarownica w “Opowieściach z ulicy Broca Pierrego Gripari. Miejsce magiczne, chcę tam pojechać :)
Marta Wierzbińska pisze tak o ulicy Mouffetard w Gazecie:
“Rue Mouffetard uszła z życiem podczas XIX-wiecznej przebudowy wzgórza. Warto ją odnaleźć, by wśród rustykalnych murów, mansardowych dachów i barwnych markiz rozejrzeć się za reliktami historii, wmieszać się w radosny zamęt targu, przysiąść w starych szynkach.
Ulica jest pozostałością po średniowiecznym miasteczku Saint Médard. Już w państwie gallo-romańskim była ważnym traktem wiodącym z Italii. Nazwa Mouffetard pochodzi od słowa “moffettes” – odory, szkodliwe wyziewy (wydobywały się z płynącej tędy rzeczki Bievre). Dzisiaj ulicę spowijają aromaty kwiatów, kawy i wypieków. Paryżanie, którzy mają skłonność do skracania długich nazw, mówią na nią La Mouffe. Swój bieg zaczyna od placyku Contrescarpe. Stała tu dawniej brama miejska Bourdelles, część średniowiecznych obmurowań Filipa Augusta (zachowany fragment murów zobaczymy opodal przy rue Clovis). Dzisiaj placyk jest ulubionym miejscem spotkań studentów obsiadających fontannę, posthippisów, rozmaitych indywiduów, cudzoziemców, a także kloszardów polegujących pod kocem z flaszką wina. Młodzież śpiewa, gra na gitarach – miejsce samo do tego nastraja. Pod nr. 1 znajdziemy zabytkowy szyld nieistniejącego już szynku La Pomme de Pin (Szyszka), który od zamierzchłych czasów związany był z literaturą. Bywał tam największy poeta średniowiecza Villon, zachwalał go Rabelais, autor “Gargantui i Pantagruela”. W tym lokalu zawiązała się w XVI w. poetycka grupa Plejada skupiona wokół Ronsarda zwanego księciem poezji renesansowej. Lubili w nim siadywać Molier, La Fontaine, Racine. Dzisiaj jest tam cukiernia. Zwyczaj umieszczania nad szynkami szyldu z szyszką był powszechny i nawiązywał do żywicy, którą uszczelniano baryłki z winem. Nad restauracją Au Joyeu Negre (Pod Wesołym Murzynem) wisi malowidło z czarnym służącym usługującym damie.
Ciekawostką ulicy Mouffetard są zabytkowe godła (l’enseigne) w formie kolorowych płaskorzeźb, po których rozpoznawano domy, zanim w 1805 r. wprowadzono numerację. Pod nr. 122 odnajdziemy godło Au Bonne Source (U Dobrego Źródła) z dwiema postaciami przy studni. Wiele ich znikło z ulicy, np. Trzy Pchły, Drzewo Życia, Złota Pięść i Srebrna Dłoń. Ale też powstają współczesne, nawiązujące do tradycji, np. posążek złotego byka na fasadzie rzeźnika pod nr. 6.
Ulica schodzi w dół. Gdy spojrzymy z góry na targ, kolorowe plamy markiz, straganów, wiader z kwiatami, wyglądają jak wielka malarska paleta. Sprzedawcy głośno zachwalają swój towar, przekrzykując się wzajemnie wśród girland kiełbasek, stosów owoców morza, specjałów orientalnych i mnóstwa warzyw. Znajdziemy tu stylowy sklepik z oliwą i oliwkami o wystroju śródziemnomorskim, inny z francuskimi pasztetami, jak również wiele butików z orientalnymi ubraniami w pięknych kolorach. Na Mouffetard często można napotkać orkiestry uliczne, a nawet trupy teatralne. Prócz kafejek, naleśnikarni i pizzerii zachowały się tu bistra i restauracje w stylu Vieux Paris. Pod nr. 69 drzwi z koronkowymi firaneczkami prowadzą do szynku Au Vieux Chene, w którym salę z kamienia i drewna przystrajają stare afisze i historyczne zdjęcia ulicy. Szeroki kontuar bistra Le Mouff Bartabac zdobią stare miedziane naczynia i fajanse.”
- dwie imprezy pod rząd w weekend,
- straszliwie tajny projekt, przynajmniej przez najbliższy miesiąc :P
- dwie przemiłe pogawędki w Herbathei :)
- prezenty: 2 kamienie z Islandii. Są czarne i są lawą :) Bardzo ciepła energia :) Dzięki Heklo :)
- złoty woreczek :)
- Tarot Morgan-Greer + książka do niego :)))
- czekolada :)
- Kolor Magii – 87-letni Cohen Barbarzyńca jest niezły w wersji filmowej ;)
- rozmowa z bratem i prezent dla niego – miał urodziny :)
- pewne dziękuję :)
- są zgłoszenia na kurs astrologii i Tarota, jakie zaczynamy prowadzić od połowy listopada,
- spotkanie w autobusie, a raczej już poza autobusem :)))
- mrumrumru Kocura :)
Iluzjonista. Wspaniała baśń dla dorosłych :) Doskonały scenariusz, piękne zdjęcia, wysmakowane wnętrza i ciekawa scena miłosna. Jessica Biel ma bardzo ładne usta, pewnie płeć męska odpada, jak Jessica się uśmiecha :) To drugi film z Edwardem Nortonem, jaki oglądam po Fight Clubie – i to bardzo ciekawy aktor. Brat polecił mi 24 godziny z Nortonem, pewnie po niego sięgnę niedługo :)
Dla mnie to film do wielokrotnego oglądania :)
- prezenty urodzinowe dla Niki,
- mile towarzystwo :)
- dobre życzenia przy winie :)
- pyszne jedzenie,
- komplementy,
- odkrycie nieznanych tajemnic ulicy Złotej :)
- wiem, gdzie pływała złota kaczka z legendy (nie, nie na Złotej :P)

Najnowsze komentarze