You are currently browsing the tag archive for the 'przyjemność' tag.
Mam ostatnio tyle atrakcji, że czasu na spisywanie tego nie starcza :P
To bardzo miłe, uświadomić sobie, że człowiek spisuje może 1/3 tego dobrego, co mu się przydarza :)
Książeczki… Znów byłam w księgarni :P Chyba w tym życiu nigdy nie osiągnę pułapu wydawania takiej kasy na ciuchy czy kosmetyki, co na książki :))) Jestem bardzo zadowolona zwłaszcza z jednej dotyczącej medycyny naturalnej, napisanej przez benedyktynów, a także z kolejnych 2 kryminałów Earla Stanleya Gardnera. Dzisiejszy wieczór, po lataniu cały dzień po mieście, polegał na piciu gorzkiej herbaty, jedzeniu różnych dobrych rzeczy, masowaniu rozbitej w autobusie kostki (mam siniaka wielkiego jak dłoń) i lekturze tych dwóch kryminałów :))) O 20.00 skończyłam czytać “Sprawę zielonookiej siostry”, poszłam zaniosłam ją mojemu skorpionicznemu ojcu, który też lubi kryminały, i zabrałam się za “Sprawę blondynki z podbitym okiem”. Już wszystko wiem :P
Dziś był dzień książek, zdecydowanie :) Nie dość, że przyszła paczka z Podaja z 3 pozycjami, nie dość, że znów wyczesałam z wystawki bibliotecznej 20 pozycji, z czego jest 9 dla mnie, 3 dla Dori, a reszta pójdzie na Allegro i Podaja, to jeszcze Dori właśnie, synchronicznie przyniosła mi 3 książki w prezencie :))) Szaleństwoi potop literek :))) Mam taką refleksję – kiedy ja to wszystko przeczytam? Chyba czas, żebym zażyczyła sobie potopu innych rzeczy, takich bardziej praktycznych, żeby wreszcie np. skończyć remont kuchni :)
Zrobiłam listę prezentów – urodzinowych i gwiazdkowych – i już zaczynam je kompletować. Mam sporo zaprzyjaźnionych Wag i Skorpionów, więc trzeba się stosownie zaopatrzyć :) Poza tym kupowanie i robienie prezentów na Gwiazdkę już od teraz ma taki plus, że jest bardzo przyjemne i zamiast kupować na wariata byle co człowiek może się delektować przyjemnością wyboru stosownego zestawu prezentów dla każdej bliskiej mu osoby :)))
Czytanie głupiego kryminału jest bardzo przyjemne, zwłaszcza, jak ma się dziwną infekcję wirusową i jakoś brak siły na inne czynności :)))
Gwiazdy na niebie :) Wyraźnie je dzisiaj widać :)
Od wczoraj podajanie pobrali ode mnie aż trzy książki, co oznacza, że za jakiś tydzień, jak przesyłki do nich dojdą, ja będę mogła pobrać 4 książeczki :)))
Basen po trzykroć wodny :) Mądrzejszy od Hermesa Trismegistosa, bo karmi nie Merkurego, który świetnie radzi sobie w każdych okolicznościach, lecz stawiający wszystko pod znakiem zapytania Księżyc – człowiek wychodzi z wody zmęczony, zadowolony, z oczyszczonym ciałem emocjonalnym :)
Muzyka z “Robin Hooda” grupy Clannad. To dzięki temu filmowi zakochałam się jako dziecko w kulturze i muzyce celtyckiej – i tak mi zostało.
Ha! Na tym teledysku widać, że Mały John, kiedy walczy z Robinem na kije, ma torques na szyi :)))
Słuchać muzyki Thomasa Newmana ze “Skazanych na Shawshank”. Piękny film, jeden z najlepszych, jakie widziałam. Podobna w wymowie jest”Osada”, tyle że w “Osadzie” odpowiedzią na Czarne Żelazne Więzienie jest miłość, w “Skazanych na Shawshank” – przyjaźń. Nie rozwiązaniem, lecz odpowiedzią. Obie te odpowiedzi są prawdziwe, jedna i druga dotyczy związków istot, które chcą ze sobą być w taki czy inny sposób :)
Patrzeć na zdjęcie osoby, którą się kocha :)
Wracać ze sklepu we mgle z półmetrowym makaronem pod pachą, gryząc czekoladowe ciasteczko :)
Dobry sen.
Czytać wesołą książkę i śmiać się :) :)
Słyszeć, jak ktoś sie śmieje, kiedy czyta (zwłaszcza kiedy się przepada za tą osobą :)).
Jest taka piosenka Myslovitza, którą uwielbiam, i właśnie leci :)
Pójdziemy ze sobą powoli obok,
do końca wszystkiego,
żeby zacząć na nowo.
W deszczu maleńkich żółtych kwiatów,
w spokoju przy sobie, nie czując czasu.
Lilianna leży zwinięta w kłębek na kolanach, wtulona w czerwoną chustę, którą dostałam od Klary. Mruu :)
Piję herbatę z ręcznie pokruszonym cynamonem. To pomaga – ból głowy przechodzi.
Słucham “Paikeas Whale” Lisy Gerrard i cieszę się, że przestaje mnie boleć głowa.



Najnowsze komentarze